Od połowy marca wszyscy w gastronomii zastanawiają się, co dalej. Początkowo dwutygodniowa kwarantanna wydawała się czymś absolutnie abstrakcyjnym. Z dnia na dzień restauracje, firmy cateringowe, wine bary i wiele innych stracili zlecenia, rezerwacje, czyli swój stały dochód. Ci, którzy mogą sobie na to pozwolić, próbują być elastyczni, nastawiają się na nowe formy działalności i próbują przetrwać.
Inni, jak pewnie już wiecie, z początkiem kwietnia żegnają się ze swoimi gośćmi, z którymi być może spotkają się w lepszych czasach. Z dnia na dzień restauratorzy i właściciele punktów gastronomicznych zostali z pełnymi magazynami towaru, poczynając od jedzenia, przez napoje, aż po alkohol. Nie wiadomo jak długo to potrwa i kiedy wrócimy do starej normalności. Wiemy za to jedno – można ten czas wykorzystać na nowe działania i próbę przeorganizowania własnej pracy.
Na ratunek
Tak naprawdę jedyną opcją, jak w przypadku sprzedaży posiłków, jest sprzedaż na wynos. Chciałabym napisać, że każdy może spróbować wdrożyć to bez przeszkód. Niestety, ale jak powszechnie wiadomo – nieznajomość przepisów szkodzi. Fakt, że nasza restauracja ma zezwolenie na sprzedaż alkoholu, nie oznacza, że możemy prowadzić taką sprzedaż na wynos. W tym przypadku powinniśmy złożyć wniosek o kolejne zezwolenie, za które będziemy wnosić osobną opłatę. Tylko w ten sposób nie narazimy się na wysokie kary, a co gorsze – na utratę koncesji.
Taktyka
Wszystko zależy od typu miejsca, wielkości karty i pomysłowości. Poprzez to ostatnie mam na myśli to, że każdy restaurator najlepiej zna swoich gości i ich upodobania, dlatego najlepiej nie działać pochopnie. Nasze nowe działania powinny pasować do stylu lokalu, a także być przeznaczone dla osób, które to miejsce odwiedzały. Co jednak nie oznacza, że nowy sposób funkcjonow...
Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem